Studio Sante Warszawa

Studio Sante w Warszawie to względnie nowe miejsce. Nieskromnie reklamuje się jako SPA XXI wieku. Taka deklaracja rozbudza oczekiwania!


Magda była tam zaraz po otwarciu i mówiła, że ładnie, przyjemnie, czysto i pusto. Nie mogłam się doczekać. Warszawa to nie jest saunowe eldorado. Trzeba się cieszyć tym co się ma. Nowe fajne sauny to było coś! Niestety udało mi się tam pójść dopiero niedawno.

Na wstępie wita nas wystrój rodem nie z XXI wieku, a raczej z najlepszych wzorców PRLowskich hoteli pracowniczych i stołówek. Żeby przejść do recepcji trzeba przejść obok baru rodem z początku lat 90. i gustownych stolików z plastikowymi blatami w rzucik lastryko(?), uzupełnionymi jakże nowoczesnymi krzesłami z giętych rurek. Niestety nie jest to zabawny cytat z architektury wnętrz (jak np. w żoliborskim SAMie), ale całkiem dosłowne przeniesienie estetyki bez nawet lekkiego mrużenia oka do odbiorcy. No cóż, może ja ląduję po prostu między pokoleniami dzisiejszych 60latków – “lubię co znam” i małolatami, nie pamiętającymi już co to dyskietka, a co dopiero estetykę lat 90.,  czyli “nie znam, więc mnie nie razi”. Ja znam i nie lubię, ale może moda wraca.

Przebrnąwszy przez ten cud nowoczesnej architektury, gdzie na bank, daniem dnia jest schaboszczak, docieramy do recepcji. Tu kolejne zaskoczenie, recepcja jest wielkości windy w biurowcu, a w środku uwija się jakieś 10 osób. Jedni chcą wejść, inni wyjść. Ci co chcą wejść próbują oddać ciuchy do szatni, a ci co wyjść je odebrać. Obsługa co chwilę wynosi z szafy niewłaściwe rzeczy, na oślep chyba szukając i odwieszając kurtki, jednocześnie przyjmując płatności i kluczyki. Na krzesłach wokół ludzie próbują założyć buty, ale bywa ciężko, bo jest tak ciasno, że można oberwać jakąś kurtką lub tyłkiem. Chaos. Żeby było śmieszniej przez środek przechodzi dwóch głośnych, półnagich facetów zamiatając przepoconymi pareo, po twarzach sapiących nad swoimi butami ludzi. Panowie dzierżą piwko i świetnie się bawią. Przejście z saun przez środek recepcji? To też nie wygląda dobrze.

Dobra, udało się przebrnąć. Szatnia, prysznic i do saun.

Pierwsze wrażenie super, czysto, jasno, basen mały, ale fajny. Dalej było już tylko gorzej. Po przekroczeniu strefy saun okazało się, że jest gwar jak na dworcu. Na ławce obok pomieszczenia z leżakami, wyciągniętych w przejściu, siedziało dwóch krótko obciętych facetów (ci sami, którzy wcześniej przeciskali się przez recepcję) głośno obgadujących swoje weselno-imprezowe przygody, z dziewczyną z obsługi, popijając przy tym piwko, które chwilę wcześniej przynieśli sobie z baru. Ich gromkie wybuchy śmiechu i historie ociekające zajebistością, było słychać w każdym zakątku saun. Otoczenie mogłoby dla nich nie istnieć. Myślałam, że to niezbyt ogarnięci saunowo goście i dziwiłam się, że dziewczyna nie zwraca im uwagi, do momentu, aż jeden z nich wstał, żeby poprowadzić rytuał… Odwalił swoje, niemrawo machając ręcznikiem i mamrocząc pod nosem, po czym wrócił na ławeczkę.

Panowie ożywili się może ze dwa razy. Raz jak dziewczyna o wyjątkowo świetnej figurze  wyszła z sauny. Aż sapnęli z zachwytu i pozwolili sobie na niewybredny i głośny komentarz (WTF?).

Drugi raz, kiedy jak już nie taka piękna dziewczyna, niechcący uruchomiła łokciem alarm, otwierając drzwi od sauny. “Saunamistrz” wstał, przewrócił oczami bardzo wymownie dając do zrozumienia, że mu zawraca dupę (przecież był w trakcie emocjonującej opowieści o swoich ekscytujących przygodach imprezowych), bez słowa wyłączył alarm i usiadł z powrotem wyciągając nogi w przejściu. Nic, zero jakiegoś “nie szkodzi”, “proszę uważać, alarmy są tak ustawione”, “nic się nie stało”. Cokolwiek. Dziewczyna się zestresowała, zwykła empatia, wymagałaby, żeby coś powiedzieć. Ale nie, pracownik roku wrócił do browarka i zajął swoje siedzisko. Pomimo, że goście musieli stać pomiędzy seansami, bo nie było wystarczającej ilości miejsc do siedzenia.

Ilość walających się kubków na wodę wokół była taka, że ludzie się o nie potykali. To też jakoś obsługi nie ruszało. To, że wchodzili w klapkach, biżuterii i gadali głośno w saunach też nie, ani to że siadali gołymi tyłkami na deskach. Ani, że nie potrafili korzystać z gorących kamieni. Kolega był zajęty. Podjął interwencję raz, kiedy jakaś gimnazjalistka weszła do studni po kolana i nie zdjęła ręcznika. Surowo ją pouczył, że ma go ściągnąć, albo wyjść. W Sante mają zasady!

W życiu nie wyszłam z saun tak zirytowana. Miałam się wyciszyć, a przypominało to bardziej osiedlowy pub.

Stwierdziłam jednak, że dam Sante drugą szansę. Sauna japońska, ganbayoku, mnie zachwyciła. W przeciwieństwie do pozostałych pomieszczeń, było tam względnie cicho, żadnych nastolatek wachlujących drzwiami, ani gadatliwych spotkań towarzyskich. Przy odpowiedniej dozie skupienia, dało się nawet zignorować wybuchy radości i przekrzykiwania się na zewnątrz. Po jakimś czasie wróciłam więc znowu, już tylko dla gorących kamieni.

Szał w szatni wciąż taki sam jak przed kilkoma miesiącami. Odwołane zabiegi, wizyty, pomylone kurtki i kłębiące się tłumy. Nie wiem jak można tego nawet nie próbować usprawnić. Recepcja wydaje wszystkim kluczyki do szafek obok siebie i to na tym wyższym poziomie, więc o tej samej godzinie pod sufitem kłębi się stado bab. Nie potrzeba dużo wyobraźni, żeby dawać ludziom przychodzącym jeden po drugim, oddalone od siebie szafki. Fatalna organizacja.

W szatni jest jedno gniazdko na suszarkę, więc trzeba uzbroić się w cierpliwość. Szczególnie, że nie wiem czemu, ale z tej sauny, dziewczyny bez makijażu i ułożonych włosów nie wychodzą.

Wychodząc spod prysznica w szatni damskiej, natknęłam się na faceta z mopem. Nie spodziewałam się go tam i nie powinien się tam znaleźć, nawet jeśli miał tylko sprzątać. Sauny były dalej głośne, a kubki walały się wszędzie naokoło. Szklane drzwi, bardziej pasujące do centrum handlowego niż sauny, nie izolują od dźwięków, a to bardziej miejsce spotkań, lansowania i zabaw towarzyskich niż ciszy i relaksu. Obsługi tym razem nie widziałam wcale przez cały czas mojego pobytu. Może to i lepiej.

Noce saunowe mają cenniki rodem z klubów i wzbudzające podejrzliwość, panie + 10 zł, panowie +30 zł. Poważnie? Dużo gości też się zna i znalezienie się z nimi w saunie przypomina wbicie się niechcący do VIP roomu wynajętego na prywatną imprezę. Ceny zresztą też są VIPowskie.

Szkoda, że nowe miejsce, promujące się na “uzdrowisko miejskie”, jest prowadzone tak chaotycznie, ma tak fatalną obsługę i proces wprowadzania klientów. Klimatem bardziej przypomina wczasy w Ciechocinku z przygodą w tle i imprezką, niż SPA. Żałuję tym bardziej, że to chyba jedno z dwóch miejsc w Warszawie, które ma saunę Ganbanyoku i jedyne, które jest jednocześnie po prostu saunarium.

Bez wątpienia jednak są jednak tacy, którzy właśnie tego szukają. Może po prostu nie jestem w targecie. Nie wykluczam, że coś się zmieniło od mojej ostatniej wizyty. Może jeszcze kiedyś spróbuję poza weekendem i godzinami popołudniowymi. Przyciąga mnie tylko Ganbanyoku. Chociaż prawdę mówiąc, raczej nieprędko tam wrócę.


Zobacz też
Ganbanyoku japońska sauna
Pałac Saturna w Czeladzi
Sauny Warszawianka


Studio Sante
Jagiellońska 55a
03-301 Warszawa

Kontakt
e-mail: kontakt@studiosante.pl
tel. +48 605 130 152, +48 691 603 611

Godziny otwarcia

PON : 12:00-20:30 / 21:00 – 24:00 „Ladies Night” wstęp TYLKO dla Kobiet
WT-CZW : 10:00-22:00
PT: 10:00-01:00 (21.00 – 01.00 nocne saunowanie)
SB: 09:00-01:00 (21.00 – 01.00 nocne saunowanie)
ND/ŚWIĘTA: 09:00-24:00

Ceny

WEJŚCIE PON-CZW PT-SB-ND / ŚWIĘTA
1 godzina 29 zł 39 zł
2 godziny 49 zl 59 zł
3 godziny 69 79 zł
4 godziny 89 zł 99 zł
5 godzin 105 zł 115 zł
BEZ LIMITU 119 zł 129 zł
*Dopłata po przekroczeniu opłaconego czasu wynosi 0,50 zł za każdą rozpoczętą minutę.
Advertisements

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s