Sauny Warszawianka

Sauny Warszawianki to chyba największy taki obiekt w stolicy i jeden z najstarszych. Też jedno z pierwszych dużych saunariów, które odwiedziłam.

Pytanie czy również jedno z lepszych?

Warszawianka wzbudza we mnie mieszane odczucia. Jest przy basenie, a karnety sprzedawane są na sam basen lub basen plus sauny. Nie możliwości wykupienia saun osobno, nie ma też osobnego wejścia na sauny. Czy się chce, czy nie, trzeba przejść przez baseny. Takie przybasenowe sauny zawsze cierpią na nadmiar wstydliwych, ale koniecznie chcących się powygrzewać panów w szortach i dziewczyn w kostiumach. Dopóki są w kostiumach to się czują w miarę pewnie. Prężą się w saunie, rozsiewając wokół siebie smrodek przegrzanej gumy i chloru. Bardzo męskie/sexy. Z tą pewnością siebie i brakiem wiedzy o saunowaniu wiąże się też, poza dumną pozycją macho lub instagramową pozą kostiumową, też kompletny brak wyczucia i bezustanne trajkotanie.

Sytuacja zmienia się natychmiast, jak tylko ktoś im zwróci uwagę, że saunuje się beztekstylnie. Albo znikają, albo ukrywają ciuchy pod ręcznikiem (tak, wciąż je czuć jak wejdą do sauny), albo je ściągają i czają się pod każdą sauną kurczowo trzymając ręczniki, przemykają do prysznica, nerwowo rozglądają się na boki. W tym nie byłoby nic złego, gdyby w stresie nie wchodzili i wychodzili z każdej sauny, wachlując drzwiami w tą i z powrotem. Nie wiem co nie pozwala im wysiedzieć w saunie dłużej niż kilka minut. Temperatura? Wstyd?

Są też mniej wstydliwi, chętnie prezentują się nago i chyba głównie po to przyszli, miotają się po saunie, leją wodę na kamienie, sadzają swoje gołe tyłki bezpośrednio na deskach, podkręcają temperaturę, żeby chwilę potem uciec, bo im za gorącą, zostawiając po sobie jedynie spocony ślad pośladków na ławce.

Warszawianka niestety jest pełna takich ludzi, którzy przyszli tu po raz pierwszy lub drugi. Nigdy nie zainteresowali tym po co, dlaczego i jak się saunuje. Obsługa niestety na wejściu nie informuje wchodzących, że powinni mieć ze sobą minimum dwa ręczniki (pod stopy i ciało), a nowi w saunie uczą się przez obserwacje. Niby jest regulamin poprawnego saunowania, ale jego egzekucja nie zawsze jest skuteczna.

Jest tam też sporo stałych bywalców, którzy saunują regularnie. Warszawianki nie da się zignorować jak się lubi sauny. Nie ma okolicy aż tak dużo ciekawych obiektów, żeby przynajmniej kilka razy w roku nie trafić właśnie tam. To podnosi poziom, ale jeśli ktoś był w saunach na południu Polski, to nagle Warszawianka traci cały swój urok.

Zaletą na pewno jest ilość i rodzaje saun, które mogą zaspokoić różne upodobania. W kompleksie są:

  • sauna o niskiej wilgotności ok. 10%, ale bardzo wysokiej temperaturze 90 – 110oC,
  • sauna sucha Sanarium o wilgotności 40% z jednoczesną aromaterapią o temperaturze do 60oC i chromoterapią oddziaływającą na nastrój poprzez różnorodne naświetlenie,
  • dwie łaźnie parowe, z dużą ilością pary o temperaturze w granicach 45 – 48oC i wilgotności sięgającej 100%,
  • łaźnia błotna, wewnątrz łaźni błotnej panuje temperatura 35-50oC oraz zmienna wilgotność powietrza sięgająca do 100%,
  • bania ruska,
  • kabina śnieżna,
  • ogród zimowy
  • studnia w środku i na zewnątrz.

Wadą dla kobiet jest też niestety to, że Warszawianka jest tak popularna, że prawie zawsze trafia się na jakiegoś żądnego wrażeń adoratora lub podglądacza. Gdzieś, niektórym się zaświeciła lampka nie tam gdzie trzeba na słowa “nago” i “sauna”. Nie wiem czy to standard, ale podryw na “chodź pokażę ci saunę parową na dole” zdarzył mi się już 2 razy. Co chwilę można też trafić na jakiegoś kolesia, któremu wzrok lata na wszystkie strony, albo (jeszcze gorzej) postanawia się skupić na dziewczynie siedzącej naprzeciwko. To rzeczy, które ciężko zignorować. Spróbujcie się zrelaksować jak ktoś gapi się z intensywnością i uwagą godną operacji na otwartym sercu. Jedyną opcją, jest zgłaszać takie rzeczy obsłudze. Jak ktoś myśli, że to fajne, to jestem pewna, że znajdzie specjalnie organizowane dla amatorów takich wrażeń imprezy.

Na aufgusach nie byłam, ale opinie od tych co byli nie są najlepsze. Dobry seans to nie tylko machanie ręcznikiem i lanie wody.

Kolejną rzeczą, której nie mogę zrozumieć, są dwa wejścia. Dla ludzi z karnetami i kartami i dla tych bez karnetów, wchodzących jednorazowo. Ile razy tam jestem to muszę się rozdzielać z osobą z którą przyszłam i latać na zewnątrz, od wejścia do wejścia. Zawsze jest jakaś zmiana organizacji. To jest tak łatwe do ogarnięcia, że nie pojmuję czemu od lat na Warszawiance muszą klienta przegonić co najmniej raz, kazać mu szukać się potem ze swoimi znajomymi i jeszcze karcąco spojrzeć jak odstoi swoje nie w tej kolejce co trzeba odsyłając go do drugiej. Rozumiem, że obsłudze jest łatwiej, ale to chyba nie jest miejsce dla obsługi, tylko dla klientów?

Podsumowując, miejsce ma fajne sauny i mnóstwo wad wymienionych powyżej. Mimo to, wciąż pozostaje jednym z ulubionych saunariów Warszawiaków. Warto przyjść i wyrobić sobie swoją opinię. Moim faworytem są wciąż sauny w Czeladzi, poznańskie Termy Maltańskie i nieduże, ale świetnie prowadzone LIFEAGE w Katowicach.


Zobacz też:

Pałac Saturna w Czeladzi
Ganbayoku – japońskie saunowanie
Studio Sante w Warszawie


Warszawianka Park Wodny i Sauny
ul. Merliniego 4
Warszawa

Godziny otwarcia:
pn – ndz, św: od 11:00 do 22:00

Kontakt:
tel +48 22854 01 30
tel +48 22 854 01 31

Ceny:
0,20-0,49 gr za minutę pobytu
Cennik


fot. materiały Wodny Park Warszawianka

Advertisements

One Comment Add yours

  1. xara says:

    Po drodze na Śląsk wpadnij do Łodzi. Aquapark ze swoim Światem saun jest wart odwiedzin.:-)

    Like

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s