Cud miód

Do cudu im daleko. Miejsce, które przeglądając ich stronę wydało się całkiem fajne, po odwiedzeniu całkowicie straciło nasze zainteresowanie.

Magda: Jedzenie było poprawne. Zamówiłam pizze prosciutto z szynką parmeńska, ruccolą, parmezanem. Była smaczna. Cienkie ciasto, odpowiednia ilość sosu pomidorowego. Smakowicie wyglądały również ich burgery, podane w metalowych brytfankach. Sama karta… taki miszmasz trochę. Kuchnia staropolska, włoska, amerykańska. Jeśli ktoś stworzył ją po to, żeby każdy znalazł coś dla siebie, to mu się udało.

To co zaważyło i zdecydowało, że nigdy tam nie wrócę to zachowanie obsługi. Siedząc przy stoliku rzadko kiedy ktoś podszedł zapytać czy czegoś jeszcze nie potrzebujemy, podczas gdy wokół innych osób wręcz skakano – jeden z kelnerów chciał nawet samodzielnie posolić klientce danie. Być może dostała nam się słaba kelnerka…

Już po zjedzeniu głównego posiłku zauważyłam, że każdy z klientów, jako poczekajkę dostawał miskę oliwek, oliwę i bagietkę – my tego nie dostałyśmy. Dostałyśmy za to małe talerzyki, które miały służyć jego zjedzeniu. Zamiast do “czekadełka” wykorzystałyśmy je do zjedzenia pizzy.

To była pierwsza rzecz jaka mi się nie spodobała – nie powinno się inaczej traktować klientów. Klient to klient, i skoro jedni dostają, to drudzy też powinni.

Drugą rzeczą, tą która zaważyła na wszystkim, była sprawa rachunku. Jakoś nie udało nam się złapać “naszej” kelnerki, więc postanowiłyśmy zapłacić przy kasie. Podchodząc do kasy, gdzie stało 3 kelnerów, nikt się nami nie zainteresował, równie dobrze mogłyśmy wyjść bez płacenia. Po chwili Ewka zapytała, czy może zapłacić. Obsługa stwierdziła, że tylko ta osoba która nas obsługiwała może przyjąć płatność. W rezultacie czekałyśmy ok. 5 min na dworze (w środku było bardzo gorąco), aż będziemy mogły zapłacić za nasze zamówienie. Dla mnie to niedopuszczalne i pokazuje jak bardzo zależy im na klientach.

Joanna: Wyjście do Cud Miód było wyjściem urodzinowym naszej przyjaciółki. W Cudzie wcześniej nie byłyśmy, ale opinie miejsce miało raczej pozytywne. Niestety z naszego punktu widzenia jedyne co było tam w porządku to jedzenie. To niestety za mało.

Jak Magda wspomniała, nie dostałyśmy “czekadełka”. Zdarza się. Kelnerka może zapomnieć, jesteśmy tylko ludźmi. Na pewno lepsze wrażenie zrobiłoby, gdyby nie zapomniała. Mogłyśmy się upomnieć, niestety zobaczyłyśmy, że takowe ludzie dostają dopiero po zjedzeniu głównego posiłku.

Ja zamawiałam tatara. Mięso dobre, kilka dodatków, porcja słuszna, a chleba mnóstwo. Bez zarzutu. Pomimo, że to przystawka, to dla mnie spokojnie zastąpiła pełen posiłek. Zamówienie zostało od nas przyjęte szybko i szybko trafiło na stół. Dość szybko ze stołu zniknęły też brudne naczynia, a my miałyśmy okazję zapytać kelnerkę o desery. Poprosiłyśmy o chwilę na decyzję co zamawiamy na koniec i kelnerka znikła.

Dopiero, kiedy obsługiwała stolik obok udało nam się ją złapać ponownie i zamówić na deser mrożoną kawę. Wydawanie zamówień Cud Miód ma opanowany, bo kawa również pojawiła się szybko. Niestety, nie przypominała do końca tego, co zaserwowano innemu klientowi i co skusiło nas do zamówienia. Zamiast wielkiej kopy bitej śmietany na szczycie, dostał nam się niezbyt okazały śmietanowy placek, nie wystający poza krawędź szklanki. W kawie nie pływały kostki lodu (o które wcześniej specjalnie pytała jedna z nas), a całość wydawała się zdecydowanie mniejsza. Ale ok, może się nie przyjrzałyśmy dobrze wcześniej. Kelnerki nawet nie miałyśmy okazji poprosić o uzupełnienie deseru, bo znów znikła. Tym razem na dobre. Długo siedziałyśmy nad pustymi szklankami, powoli się zbierając i od czasu do czasu rozglądając, czy nie ma jej gdzieś w okolicy.

Powiedziałabym, że to wyjątkowo nienachalny sposób traktowania klientów, gdyby nie to, że za naszym stolikiem, kelner zobaczywszy wyjątkowo ładną dziewczynę, skakał wokół niej mniej więcej co trzy minuty, uszczęśliwiając konwersacją, pytaniami czy wszystko ok, czy smakowało, a może pomóc doprawić? Żeby nie czuła się samotna, odprowadzał ją na papierosa i odbierał w drzwiach, jak tylko weszła z powrotem, żeby przypadkiem nie zgubiła się w drodze do stolika. I to też byłoby ok, gdyby nie to, że podczas tych swoich spacerów ignorował wszystkie sygnały wysyłane mu przez pozostałe kilkanaście osób chcących coś zamówić lub uregulować rachunek.

Było już późno więc uznałyśmy, że nie będziemy czekać i zapłacimy wychodząc. Gospodyni (wyjście było urodzinową kolacją) podeszła do stojących przy kasach trzech! osób z obsługi. Żadna się nie odwróciła i nie zapytała czy czegoś potrzebujemy. Po krótkim rzucie oka przez ramię, najwidoczniej stwierdzili, że ta grupa klientów to nie ich problem i wrócili do swojej rozmowy, rozliczeń czy co tam robili. Koleżanka się nie poddała i zakomunikowała obsłudze, mówiąc do ich pleców, że chciałaby zapłacić rachunek. Dostałyśmy, informację, że płatność może przyjąć tylko osoba, która nas obsługiwała. I tyle. Zero, “proszę zaczekać, już szukam koleżanki. Może pani usiądzie (znajoma jest bardzo zaawansowanej ciąży, naprawdę cieżko nie zauważyć). Przepraszam, to może potrwać chwilkę.” Nic. Z powrotem same plecy. Jedna osoba po ponownym, już nieco zirytowanym pytaniu znikła, zapewne poinformować kelnerkę, ale równie dobrze mogła pójść gdziekolwiek. Warto byłoby nam powiedzieć, co się dzieje i ile mniej więcej to potrwa. A trwało wystarczająco długo, żebyśmy się spytały po raz kolejny, czy możemy jednak zapłacić? Dostałyśmy, tą samą co poprzednio informację, bez żadnego przepraszam. Żeby nie przedłużać stania w pełnym ubraniu, w wąskim przejściu pomiędzy stolikami, w gorącej knajpie, czekałyśmy na nią już na dworze (spróbujcie w 9 miesiącu ciąży postać sobie w zimowych ciuchach przy 25 stopniach). Wciąż nie wiedząc, czy w ogóle się pojawi. W końcu przyszła i z miną naburmuszonej nastolatki podała terminal. Znów zero “przepraszam, niestety cośtam, cośtam, mam nadzieję, że smakowało.” No cokolwiek, żeby zatrzeć to nieprzyjemne wrażenie.

Podsumowując wyszłyśmy zirytowane, zamiast zadowolone. O ile brak “czekadełka”, czy deser, czy nawet brak obecności kelnera w pobliżu, był do przeżycia, to zwyczajnie niegrzeczne zachowanie obsługi, stanie plecami, odburkiwanie i zrzucanie z siebie odpowiedzialności za gościa, ignorowanie klienta i obrażanie się, że chce zapłacić, zwyczajnie dyskwalifikuje miejsce. Gdyby, kolega skaczący do drzwi i przepychający się łokciami w przejściu, żeby sprawnie odholować do stolika klientkę, która tak go zachwyciła, poświęcił odrobinę tej energii, żeby z uśmiechem podać krzesło ciężarnej, albo chociaż przystanąć, odpowiadając na pytania, to może końcówka nie wywołałaby takiego niesmaku. A tak… Nasze doświadczenie z Cud Miód okazało się nie najlepsze. A wystarczyło zachować się uprzejmie.


W menu:
Tata z polędwicy wołowej z piklami – 31 zł
Rydze na maśle z odrobiną czosnku – 26 zł 
Delikatny rosół z domowym makaronem  – 10 zł 
Steak karkowy z grilla – 36 zł
z masłem czosnkowym, frytkami i warzywami
Burgery– od 26 do 41 zł
np. Burger z baraniną, pomidorem, czerwoną cebulą, sałatą lodową, grillowaną papryką i pastą z bakłażana – 36 zł


Cud miód
Nowogrodzka 56
Warszawa

Godziny otwarcia:
pn – czw: 08:00 – 00:00
pt: 08:00 – 01:00
sob: 09:00 – 01:00
ndz: 09:00 – 23:00

Dzielnica: Śródmieście
Kuchnia: polska, amerykańska
Ceny: 10-76 zł
Typ lokalu: restauracja
Okazja: kolacja, spotkanie z przyjaciółmi, babskie ploty, randka, lunch

Cud Miód Menu, Reviews, Photos, Location and Info - Zomato

Advertisements

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s