Bacaro, jak się NIE robi dobrej knajpy

O tych dobrych łatwo się pisze. O złych trochę gorzej.

Do Bacaro weszliśmy bo jest nowa, jest blisko (a w tym królestwie kebabów to wcale nie jest częste) i z zewnątrz wygląda świetnie. Mijałam ją mnóstwo razy w drodze do Shorditch lub wracając. Widziałam jak ją remontowali i jak zapełniała się ludźmi zaraz po otwarciu.

Duże okno od frontu, drewniane stoły, ceglane ściany i szczotkowana podłoga od razu zachęcają do odwiedzin.

Menu co prawda włoskie (w przybliżeniu). Jakoś knajpiana odmiana włoskiej kuchni mi zupełnie nie leży. Restauracje zazwyczaj zapominają, że włoska kuchnia bez wysokiej jakości składników, to będzie powtórka z taniej pizzeri. A dobry makaron trzeba umieć zrobić. Niemniej zachęceni zewnętrzem i widokiem wnętrza weszliśmy.

Pani posadziła nas przy stoliku. Podała nam menu i zniknęła. Nie ma jej, i nie ma… W końcu, weszła w nasze pole widzenia. Spoglądaliśmy na nią najpierw normalnie, potem całym ciałem dając znać, że chcieli byśmy coś zamówić, a potem kiedy przemknęła obok niemal zdołaliśmy to zwerbalizować, ale jakoś nie udało się jej przechwycić w drodze do wyjścia. Trudno. Papierosek sam się przecież nie spali, czy co tam było właśnie na zewnątrz do zrobienia.

W okolicy zaczęła się, równie smętnie, kręcić druga pani, więc już wyraźniej staraliśmy się skomunikować, ale również bezskutecznie. Żeby było jasne, byliśmy jedynymi klientami, a kontuarek, przy którym snuły się dwie kelnerki, był tuż obok.

Ale udało się. Zamówiliśmy. Nawet nie czekaliśmy jakoś długo na jedzenie. Powiedziałabym, że jak na to, co zamówilismy, to aż za krótko. Moja kaczka podana była na fasolce po bretońsku, a pieczona jagnięcina z ziemniakami i burakiem.

Może ja się za dużo spodziewałam. Ale wydaje mi się, że jak ktoś gotuje i bierze za to pieniądze, karmi ludzi zawodowo, to to powinno być dobre. A nie było, moja kaczka (13 GBP) ledwo dawała się kroić, a powinna odchodzić sama od kości. Jagnięcina (14 GBP) była trochę lepsza, ale na poziomie średnio zaangażowanej gospodyni domowej, przyrządzającej obiad pomiędzy przewijaniem, ucieraniem zupki, sprzątaniem i pracą zawodową. W jedzeniu czuć, jak ktoś wkłada w nie zero serca. Ja! lepiej gotuję. I to nawet wtedy, kiedy mi się nie chce. Takiemu mięsu trzeba poświęcić czas, przyprawy, cały proces. A tu chyba nawet nie napalono porządnie pod patelnią, czy na czym mi tam tą kaczkę odgrzewano. Nawet całkiem dobre wino tu nie pomogło.

Na koniec zamówiliśmy tiramisu. Jednak deser po dobrym posiłku to jest jak kropka nad “i”. Deser po rozczarowującym, to już nie to samo.

img_5083img_5086

Wniosek z tego taki, że najpiękniejsza knajpa nie zastapi dobrego jedzenia, a kiepska obsługa jeszcze potrafi nienajlepsze wrażenia wzmocnić. Na koniec dostaliśmy taki rachunek, że aż przykro za taką nijakość tyle płacić, z doliczonym serwisem. Pfff.

I jeszcze jedno. Knajpa rzadko dostaje drugą szansę, a kiepskie wrażenie ciężko zatrzeć. Żeby być sprawiedliwym, Google mówi, że mają 4.2 gwiazdki na 5. Więc, albo są dobrzy i ja miałam pecha, albo w dzielnicy kurczaków z rożna i kebabów, i piryt dla niektórych złotem.

Advertisements

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s