Wake, czyli deską po wodzie

Zdaje sobie sprawę, że ten wpis powinien znaleźć się już tu wcześniej, ale pocieszam się tym, że w  zeszłym roku kończyłam lato, na wodzie, w październiku, przy temperaturze powietrza wynoszącej coś około 13 stopni. Było trochę zimno, ale ciśnienie na pływanie było spore. W tym roku do zamknięcia sezonu zostało jeszcze sporo czasu, wiec można jeszcze spokojnie ruszać na wake!

Czym jest wakeboarding?

Najpościej mówiąc, to sport polegający na płynięciu po powierzchni wody na desce, trzymając się liny ciągnionej przez specjalny wyciąg. Jest to połączenie snowboardingu i surfingu.

Moja przygoda z wake

Zaczynałam w Łomiankach, jakoś w maju zeszłego roku. Od dawna chciałam spróbować. Pamiętam te nerwy, które po przejechaniu pierwszych 3 metrów całkowicie ustąpiły. Początkowo zakręty trochę mi nie wychodziły, ale to normalne dla początkujących. Po kilku długościach, jak twierdzą moi znajomi, śmigałam jakbym miała deskę któryś raz na nogach. Ja sama czułam się wspaniale, chciałam pływać. W przypływie euforii chciałam nawet zaliczyć kickera (skocznię), ale stwierdziłam, że może na pierwszy raz to za dużo. Do dziś tego żałuję! Co prawda mogłam sobie zrobić krzywdę, bo deska była typowo dla początkujących tzn. z płozami. Mogłam też zepsuć deskę. Cokolwiek by nie powiedzieć to i tak żałuję! Znajomi się śmieją, że jakbym to zrobiła za pierwszym razem, to w tym dniu już nikt nie odważyłby się spróbować, bo poprzeczka ustawiona byłaby zbyt wysoko. Teraz krążą o mnie legendy, sprzedawane przez Miętę – Ruda, która za pierwszym razem chciała zaliczyć kickera.

Cel jednak pozostał – kicker w 2015 roku. Niestety nie udało się go zrealizować, ale w zastępstwie zaliczyłam slider (podłużna przeszkoda, po której się przejeżdża) Co prawda pod koniec z niego zleciałam i miałam wizję przywalenia kręgosłupem o kant (czyt. krawędź – śląskie nawyki), ale na szczęście minęłam go o jakieś 20 cm – było blisko.

W tym roku doszło do pierwszej konfrontacji. Urodziny Mięty. Wake park w Grodzisku. Kicker – samoróbka. Po pierwszym razie skończyło się widowiskowym upadkiem na plecy. Drugi raz był jeszcze lepszy – tak bardzo przywaliłam lędźwiami i kością krzyżową o taflę wody, że musiałam zbierać strój kąpielowy z kolan i przez chwilę dochodzić do siebie, bo prądy przeszły mi aż do małego palca u dłoni. Przeżyłam… chociaż plecy długo mnie bolały. Szkoda, że nikt tego nie nakręcił. Podobno mało mi brakowało żeby zrobić niekontrolowane tanrtum, czyli obrót o 360 stopni.

Moja przygoda z wake się nie skończy – cel musi zostać zrealizowany. Czekam na małe zmiany i być może już niedługo będę mogła z samego rana za 45 zł (średnia cena za 15 min)  popływać co najmniej z 30 min. (rano nie wszystkie sloty są zajęte i wakeparki pozwalają pływać dłużej).

To gdzie można popływać w Warszawie i okolicach?

  1. Wake Park Łomianki

Zdecydowanie mój numer jeden – to tam zaczynałam. Mają dwie dwa wyciągi – krótszy o długości 200 m z kickerem na lewą nogę i sliderem oraz dłuższy – 240 m. Jest tam kicker na prawą nogę, slider kołyska, funbox oraz upRai.

Obsługa jest bardzo przyjaźnie nastawiona. Chłopaki nie tylko chętnie odpowiadają na pytania, ale i sami zwracają uwagę na twoje błędy. Czasami za szybko prowadzą na zakrętach, ale jeśli zwróci się im uwagę to zwalniają i nie masz uczucia jakby wyrywano ci ręce ze stawów. Ja jestem na to bardzo wyczulona. Bardzo często, po wake-u, miewam kontuzję barku. Zdaję sobie sprawę, że może to też być mój błąd – za późno zacinam zakręty, ale nie zawsze to uczucie mi towarzyszy – wystarczy jak na zakrętach zmniejszają mi prędkość.

Infrastruktura jest również bardzo dobra – mają beach bar, wyznaczone przebieralnie i toalety, które nie są zwykłymi toi-toiami.

Jeśli chodzi o dojazd, to lepiej nie ufać gps. Po wpisaniu“Wake Park Łomianki”nawigacja poprowadziła mnie  na jakieś wiejskie, nieutwardzone ścieżki. Wystarczy jednak znaleźć ulicę Przy Jeziorze, do której GPS prowadzi prawidłowo, a stamtąd podążać za znakami na wakepark.

14045663_994094030699700_3822954536906556240_n-1foto: FB Wakepark Łomianki

Cena za slot (15 min) to 45 zł  (w cenę wliczony jest sprzęt czyli deska, kamizelka, kask i pianka). W poniedziałki do 16:00 można popływać za 30 zł.

  1. Wake for friends

Pierwsze skojarzenie z tym miejscem to “zimno mi”. To właśnie tam kończyliśmy nasz sezon w zeszłym roku i to właśnie tam zaliczyłam swoją pierwszą przeszkodę tj. slider.

Mają również dwa wyciągi: BLVL – wyciąg dwupoziomowy o długości 180 metrów – pierwszy w taki w Polsce. Polega to na tym, że nad głównym zbiornikiem wodnym znajduje się basen, z którego startujemy i zeskakujemy do poziomu niższego. Nie miałam okazji na nim pływać, ale wygląda imponująco. Drugi, również 180 metrów, jest już klasycznym torem z przeszkodami.

Jeśli chodzi o obsługę, to nie mam co narzekać. To chyba jedyny wakepark po którym nic nie działo się z moim barkiem. Bardzo pomocni, służyli radami, nawet dostaliśmy zniżkę na kolejne wejście – było tak zimno, że stwierdzili, że należy nam się mała nagroda.

Zaplecze także na wysokim poziomie – plaża, leżaki, prysznice, miejsce na ognisko, boisko do siatkówki, a nawet mały sklepik wakebordowy.

Dojazd jest prosty, wystarczy, że zjedziemy z autostrady A2 przy Grodzisku Mazowieckim i już jesteśmy prawie na miejscu. Z centrum Warszawy można dostać się na miejsce bez większych trudności w około 30 minut.

13322039_1053765944705777_5441615172374805841_n

14199657_1122935831122121_8060552989528526816_nfoto: FB Wake for Friends Cablepark

Cena za slot (15 min) to:
40 zł  od poniedziałku do piątku od 7:00 do 16:00
45 zł  od poniedziałku do piątku od 16:00 do 20:00
45 zł  od piątku po 16:00 do niedzieli do 20:00
Cena obejmuje sprzęt czyli deskę, kask, kamizelkę oraz piankę na chłodniejsze dni. Jeśli chcecie pojeździć na przeszkodach, za profesjonalną deskę doliczają 10 zł.

  1. Wawa Love Konstancin 

Tegoroczne otwarcie sezonu miałam właśnie tam. Dobre miejsce na po zimowe rozpływanie – mają slider, kickera, piłkę do ćwiczenia ollie, która była jedyną przeszkoda jaką wtedy zaliczyłam. Innych nie chciałam próbować, bo nie czułam się zbyt pewnie, ale znajomi nie narzekali i kickery wychodziły im całkiem dobrze.

Infrastruktura jednak, jak dla mnie, najsłabsza ze wszystkich, dotychczasowych wakeparków. Pojedyncza przebieralnia, bez zamknięcia i jeden toi-toi.

Obsługa bardzo sympatyczna, chętnie udziela wskazówek. Nie maja nic przeciwko jeśli ktoś chce rozpalić grilla i posiedzieć na małej, bo małej, plaży, pod wiśniowym drzewem.

13599786_1090913694336117_1312016053842939911_n.jpgfoto: FB Wake Love

Cena za slot (15 min) to:
30 zł  od poniedziałku do piątku od 8:00 do 20:00
35 zł  od soboty do niedzieli  od 8:00 do 20:00
Do ceny należy doliczyć koszt ewentualnego sprzętu
5 zł – 3 zł za deskę, kask i  kazmizelkę oraz 2 zł za piankę.

  1. Wake and skate

Miejsce gdzie najbardziej się potłukłam. Mówią, że ich slider nie jednego pokonał. Rodzinny interes – prowadzą gospodarstwo “Jabłonka”, a na znajdującym się na nim stawie zbudowali własnymi siłami wakepark. Oprócz kickera mają slider, również samodzielnie zbudowany ze zwykłych drewnianych kłód. Przeszkody nie powalają widokiem, ale całość ma swój, można powiedzieć, że sielski klimat.

W kwestii obsługi, to zależy kto steruje. Do właścicieli nie mam zarzutów, ale na ostatnim slocie prowadził chyba ich jakiś znajomy. Na zakrętach puszczałam drążek, bo bałam się o swoje barki. Niestety nawet moje prośby żeby zwalniał na zakrętach nie pomogły – jak grochem o ścianę.

Świetne miejsce na spędzenie aktywnego weekendu za znajomymi czy rodziną. Oprócz pływania na wake, możecie zagrać w siatkówkę czy badmintona. Jest też sporo miejsca żeby rozłożyć namiot – ta na wypadek gdyby wizyta się przeciągnęła albo zrobić grilla.

13912367_1099121046842679_2412912248211324612_nfoto: FB Wake & skate PARK

  1. Lake Park Wilanów

Niestety nie miałam okazji wypróbować tego spotu, ale wielokrotnie o nim słyszałam i  widziałam na zdjęciach. Wygląda trochę lansersko, mam wrażenie, że cześć osób jedzie tam tylko po to, żeby się poopalać na świetnie wyglądających leżankach. Nauczyłam się jednak wielokrotnie, że nie można niczego i nikogo oceniać po wyglądzie, więc powiem tylko tyle, że bardzo chcę u nich popływać. Zobaczymy, czy ich obsługa nie przyprawi mnie o nieprzespane noce z powodu bólu barku.

13615078_667024516782135_8194147866017312082_n.jpgfoto: FB Lake Park Wilanów

Advertisements

One Comment Add yours

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s