O karmieniu piersią w restauracji

Ostatnio w mediach rozgorzała dyskusja o karmieniu piersią w miejscach publicznych. Kobieta pozwała właściciela restauracji, który kazał jej iść nakarmić dziecko z dala od stolika przy którym siedziała z mężem. Zasugerował przejście do miejsca, w którym będzie mniej widoczna dla innych klientów. W efekcie tego pozwu cała Polska postanowiła się wypowiedzieć.


Nie mamy dzieci, ale większość ludzi w naszym otoczeniu ma. Czasami właśnie w wieku niemowlęcym. Często bywamy też w restauracjach. Postanowiłyśmy więc również wyrazić swoje zdanie.

Główne zarzuty, jakie kierowane są pod adresem karmiących matek w internetowych dyskusjach, to nieestetyczność widoku i rażący brak dyskrecji.

Ci którzy nie mają dzieci głośno domagają się prawa do lokalu wolnego od dzieci i matek, które agresywnie manifestują swoje macierzyństwo pokazując się publicznie z dzieckiem przy piersi. Rodzice z kolei, prześcigają się w zapewnianiu, że oni to mieli taką organizację zajebistą, że takie nieprofesjonalne rodzicielsko sytuacje jak karmienie publiczne im się nie zdarzały. Podpierając się cytatem, na przykład Grzegorz M., znany bloger z masą obserwujących, stwierdził – “Mam dwójkę dzieci – oboje byli karmieni piersią. Nie przypominam sobie jednak sytuacji w której konieczne byłoby karmienie dzieciaka w restauracji i koniecznie tak aby wszyscy widzieli.” Dla podkreślenia okropności takiej sytuacji zestawił ją z przewijaniem dziecka na stole pomiędzy talerzami z jedzeniem.

My osiągnięciami w dyskretnym karmieniu, albo w długości czasu, spędzonego bez pobytu w knajpie po porodzie, nie możemy się pochwalić, ale mamy znajomych. I wychodzimy z nimi do knajp. Są to na szczęście ludzie, którzy nie uważają, że wraz z narodzinami dziecka całe życie może ulec zawieszeniu i ktoś kto spotykał się do tej pory na kawie i ciastku z przyjaciółmi raz w tygodniu, ma teraz zamknąć się na kilka miesięcy w domu.

Nasze doświadczenia są takie, że karmienie jakoś z natury rzeczy jest dość dyskretne. Niezależnie czy ktoś używa chustki, czy nie, to nigdy nie udało nam się zaobserwować “wywalonego cyca” nawet siedząc tuż obok karmiącej. Ale może nie przyglądamy się innym ludziom tak wnikliwie? Niewykluczone, że jak ktoś jest zainteresowany cycem, to i z drugiego końca sali go wypatrzy. A jak już wypatrzy i się estetycznie nie poczuje zaspokojony to może i się poskarży gdzieś. W internecie na przykład, albo kelnerowi – wywaliła cyca i był brzydki! Co za niedyskrecja! Widziałem! Ja mam prawo oglądać tylko estetyczne cycki. A taka estetyka to w restauracji mi nie odpowiada!

No więc niezależnie od poziomu dyskrecji, ktoś zawsze może to karmienie dostrzec i się poczuć urażony. Jakby się przynajmniej w okolicach kibla schowała to jeszcze, to by było dyskretnie, co najwyżej by sobie obejrzał tego cycka nieintencjonalnie, w drodze do tego kibla. A tak musiał się wpatrywać cały czas. Ten cyc mu jeść nie pozwalał, rozmawiać ze swoimi znajomymi nie pozwalał. Nie po to przecież idzie do restauracji, żeby karmienie dziecka oglądać. On chce zjeść w spokoju!

No matka też by chciała zjeść pewnie w spokoju, bez wstawania co 15 minut bo akurat dziecko jest głodne, i nakarmić je bez zastanawiania się, czy właśnie jakiś niezrównoważony esteta nie poddaje ocenie jej cycków. I chciałaby jak wcześniej, wyjść do tej knajpy, spotkać się przy kawie, pogadać z ludźmi, pochodzić po mieście i poprzebywać w przestrzeni publicznej, bo dziecko to nie jest jej jedyna aktywność.

Nie wiem ile czasu taki Grzegorz spędzał ze swoją żoną w ciągu dnia, czy zamknął się z nią w domu na 6 miesięcy? Dotrzymywał towarzystwa? Brał udział w każdych zakupach na mieście, lub może chodził na nie sam przez kilka miesięcy, żeby żona nie musiała świecić karmiącym cycem? Albo może te przypadki kiedy jednak trzeba było nakarmić w miejscu publicznym po prostu zatarły mu się w pamięci?

Z naszych obserwacji wynika, że nie tylko jest to czynność z zasady dyskretna, ale też powszechna. O ile dziecko jest karmione piersią, to jest karmione piersią wszędzie. I karmienie go w restauracji, to nie jest jakaś złośliwość, czy demonstracja praw rodzicielskich. Wyjście z nim do restauracji, to nie jest też objaw wojującego macierzyństwa. To normalne życie aktywnych ludzi.

Mam nadzieję, że w wyniku tej dziwacznej nagonki, mody na sadzanie matek na krzesełkach w pobliżu toalety i internetowych wynurzeń grzmiących głosem potępienia matek i ojców, którzy “dwójkę wychowali i nigdy nie karmili w restauracji!!!”, moi znajomi nie postanowią żyć bardziej “dyskretnie” przez kilka miesięcy po porodzie. Mam nadzieję też, że wciąż będą chcieli z nami wychodzić na miasto, a jeśli czasem wybiorą się z nami do knajpy, to nie będą czuli się zobligowani do rozglądania się w panice za ustronnym miejscem, kiedy przyjdzie pora karmienia dziecka. I że, kiedy dziecko zgłodnieje, zamiast przesiadać się gdzieś, zbierać swoje klamoty, chować się w ciemnym kącie, po prostu nie przerwą rozmowy z nami i zwyczajnie je nakarmią. Przy stoliku.

seasamestreet

*fot. “25 Historical Images That Normalize Breastfeeding” buzzfeed.com

Advertisements

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s