W krainie kangurów

Kilka słów o Australii z perspektywy spędzonych tam prawie dwóch miesięcy. W tym czasie przejechaliśmy trasę z Sydney do Brisbane i z powrotem, już inną drogą. Pomieszkaliśmy też przez miesiąc w Sydney. Niektóre zasłyszane opinie okazały się prawdą, inne niekoniecznie.

Ludzie są mili

W Polsce nie jesteśmy przyzwyczajeni do tego, że ludzie są mili. Nie są też niemili. Przynajmniej ja rzadko tego doświadczam. Zwykle w kraju spotykam się z  uprzejmą obojętnością i dyskretnym niezauważaniem. Czasem ze zrzędliwą i marudną polską przyjacielskością.

A w Australii, zaraz po przylocie, pierwsze trzy spotkane osoby, widząc pośpiech (właśnie odlatywał nam samolot do którego mieliśmy się przesiąść, a trzeba było ekspresowo odebrać i nadać bagaże) zaoferowały pomoc, ułatwiły przejście przez terminal, odprawiły poza kolejką, a nawet próbowały umożliwić nam wejście na pokład pomimo, że bramki były już zamknięte. Wszyscy byli uśmiechnięci, zrelaksowani i w ogóle “no worries”. Zamiast stresu, na końcówce długiego lotu z kilkoma przesiadkami, poczuliśmy, że jesteśmy prawie na miejscu, że trudności są chwilowe i że wszystko zaraz będzie załatwione. Żadna z tych osób nie musiała tego robić, każda zachowała się bardzo przyjaźnie i bez sztywności, która cechuje relacje klient-obsługa w większości znanych mi miejsc. To robi ogromną różnicę.

Nie wszyscy Australijczycy są tacy. Bywają też wstrętnymi, złośliwymi i agresywnymi ludźmi. I takich jest niestety sporo. Ale generalnie, widać, że jest w ludziach więcej luzu i pozytywnego nastawienia do siebie nawzajem. Przynajmniej dopóki jesteś tam gościem.

Australia to nie tylko pustynia

Oczywiście pustynia to ogromna część Australii. Dwie trzecie kraju leży w klimacie suchym lub półsuchym. Większość zdjęć jakie serwuje się w mediach to widoczki z piaszczystych plaż, skalistych wybrzeży i czerwonej, spękanej ziemi outbacku. Są oczywiście plaże. Największe miasta położone są wzdłuż wybrzeża. Plaża to ważny element życia Australijczyków. Plaża i grill są dobre na wszystko. Poza plażowaniem, grillowaniem i surfingiem, Australijczycy lubią jeszcze wjechać sobie na jakąś porządną wydmę i zakopać się w piachu podczas wypadu 4×4 lub poszaleć samochodem na plaży. Outback to też coś czego nie da się z niczym porównać.

Jednak poza pustynią Australia ma także lasy, góry, rzeki, wodospady i jeziora. Mam wrażenie, że niemal każdy las to osobny park narodowy. W samym NSW jest ich około 780! To niemal prawie 9% powierzchni stanu. To była część, ktora spodobała mi się najbardziej.

Przyroda w Australii potrafi ugryźć

To jest oczywiste, każdy o tym słyszał i każdy o tym wie. Ale dopóki nie spotka się gigantycznego pająka, niemal nie nadepnie dwumetrowego węża, nie wyjdzie się z jeziora oblepionym pijawkami, nie wpadnie niechcący pomiędzy gigantyczne jaszczurki moszczące się tuż obok samochodu, to jest trochę nierzeczywiste. Dla kogoś wychowanego na mazurskich polach, gdzie największym realnym zagrożeniem są komary i kleszcze, widok dwumetrowego węża stającego dęba jest poważnym ostrzeżeniem. Inaczej zaczęłam patrzeć na pająki. W ogóle zaczęłam patrzeć na pająki. W Europie rzadko je zauważałam, a tu jeden wygonił mnie z wieczornego ogniska. Nie da się zrelaksować, kiedy spod kłody na której się siedzi, wychodzi ogromny jadowity potwór.

Nie tylko zwierzęta są niebezpieczne. Morze jest zimne i raczej nieprzyjazne, mimo pięknych plaż, poza wyznaczonymi miejscami nikt nie wchodzi do wody. Pogoda czasem próbuje wykończyć upałem, a czasem utopić w powodzi deszczu. Bywa, że w odstępie kilku minut.

Słońce dosłownie może zabić. Nad Australią jest wielka dziura ozonowa. Pierwsza zasada jakiej tu się uczy to używać kremów do opalania, nawet jeśli słońca nie widać. Nawet najwięksi miłośnicy smażenia się na brąz zastanowią się dwa razy jak zobaczą, że co druga osoba po pięćdziesiątce ma wycięte zmiany nowotworowe na skórze.

Co nie znaczy, że w Australii zawsze jest ciepło. O nie. Początek jesieni potrafi zaskoczyć chłodnymi wieczorami, a zimą nawet Polacy nie wzgardzą puchóweczką.

Jeśli nie wykończą cię pająki, węże, agresywne kangury, pijawki lub słońce, to na pewno wykończą cię ptaki. Co rano, bladym świtem zaczynają koncert przypominający wrzask tysiąca głodnych niemowlaków, konkurujący z tysiącem kotów w rui, atakowanych przez stado dzikich małp. A wszystko tuż pod oknem.

Australia jest wielokulturowa

Wystarczy przejść się po mieście, żeby zauważyć, że do Australii ściągają głównie Brytyjczycy i Azjaci. Co czwarty obywatel urodził się poza granicami kraju. Wielokulturowość australijska jest zupełnie inna niż europejska. Pomimo manifestowanej sympatii, otwartości i poprawności politycznej, jest znacznie mniej tolerancyjna dla izolacji mniejszości. Tu ciężko być mniejszością w stylu UK. Albo żyje się jak Australijczycy, albo do widzenia. A w ogóle to jak nie masz wizy, pieniędzy na pobyt na koncie w banku i pracy, lub nie płacisz miliona monet za studia czy college to nie masz co szukać w Australii. Tu można albo wydawać, albo pracowac na ich PKB. Nielegalny imigrant nie postawi nawet stopy na Autralijskiej ziemi. Zanim zdąży dopłynąć Australia go wcale nienajłagodniej zawróci z powrotem z dożywotnim zakazem wjazdu.

W efekcie są tu prawie sami Azjaci, którzy chcą być biali i chcą się asymilować, Brytyjczycy, którzy w praktyce są u siebie i Włosi (nie wiem skąd taka duża mniejszość włoska i grecka). Europejczycy uważają, że asymilowanie się to jest ich obowiązek, taka kulura europejska. Nawet jak nie muszą to będą świętsi od papieża i bardziej miejscowi, niż jakikolwiek miejscowy.

Po zastanowieniu, to ta wielokulturowość jest taka miła i raczej zachodniokulturowa. Dopóki wszyscy chcą być jak Australijczycy, to Australia łaskawie pozwoli. Jakby zaczęli się emancypować kulturowo to myślę, że Australia by się ich pozbyła po cichu i błyskawicznie, nie przerywając nadawania swojego “Dzien Dobry TVN” i relacji o jodze na Bondi Beach.

W porównaniu do Londynu jest bezpiecznie, wszyscy znają zasady jakimi rządzi się kraj i mają ich przestrzegać. Jak nie przestrzegają to wiadomo jakie są opcje. Więc wielokulturowość w wydaniu australijskim to zero tolerancji dla nielegalnej imigracji, praktyk religijnych sprzecznych z prawem (np. z równością kobiet i mężczyzn, obowiązkiem edukacyjnym dzieci itp.) i bezproduktywnego wsparcia socjalnego dla nieobywateli.

Australijczycy to bogate społeczeństwo

Australijczycy zarabiają dużo, są na piątym miejscu na świecie, jeśli chodzi o dochód per capita. Sam kraj stoi na bogactwach naturalnych, które eksportuje na potęgę. AU jest jednym z największych eksporterów na świecie. Głównymi towarami eksportowymi są węgiel kamienny, złoto, produkty przerobu ropy naftowej, tlenek glinu, rudy żelaza, gaz ziemny, uran, nikiel, srebro, cynk, miedź, szafiry i opale. Australia może się również poszczycić największym wydobyciem boksytu, ołowiu i diamentu, przeznaczonych do użytku przemysłowego (za wiki). Mają więc czym finansować swój tłusty i szczęśliwy tryb życia.

Dobrobyt objawia się w podejściu do jedzenia, wydawania pieniędzy, konsumpcji dóbr takich jak woda. Australijczycy marnują ogromne ilości rzeczy. Woda, mimo ze cenna leje się strumieniami z nieuszczelnionych pryszniców, wszędzie, nawet w całkiem nowych budynkach, są po dwa kurki do wody, w sklepach wkładają każdy produkt inną torebkę foliową, poznany australijczyk kupował i wyrzucał codziennie jedzenie. Nawet takie produkty jak miód (za długo stał w zamkniętym! opakowaniu, za długo oznacza jakiś tydzień). Poziom marnotrawstwa jest zatrważający.

Wszędzie prezentuje się eko podejście. Dbanie o naturę i równowage ekologiczną. Do Australii (teoretycznie) pyłu na podeszwie butów nie wwieziesz, za nasionko w bagażu spędzisz godziny na odkażaniu dobytku itp. Ale każdą śliweczkę dostaniesz w osobnym plastiku, a emisja dwutlenku węgla (na mieszkańca) należy do jednej z najwyższych na świecie. Zaczęła spadać dopiero po wprowadzeniu w 2012 podatku “węglowego”.

Zakazy i nakazy

Kojarzycie karteczki w korpokuchniach. Nie ruszaj cudzego. Zamykaj lodówkę. Gaś światło. Zakazujące, potępiające i pouczające? To właśnie tak tu jest. Wszędzie są tabliczki mówiące czego nie robić, albo pouczające jak robić rzeczy oczywiste. I Australijczycy się stosują. Jak nie ma tabliczki to robią jak chcą. Np. na kampingach. Tam gdzie sa tabliczki “Wyrzuć po sobie swoje śmieci” tam wyrzucą śmieci, jak jest napisane “zrób donację” zrobią i będą upominać innych. Jak nie ma tabliczki to zostawią śmiecie i nie zrobią donacji. To oczywiście generalizowanie, ale Australijczycy są takim karnym narodem.

Nie bez powodu emisja węgla spadła dopiero po wprowadzeniu odpowiedniej regulacji.

Da się tu żyć?

Jest dużo fajnych rzeczy do robienia dbają o swoje parki narodowe więc jest gdzie pojechać. Są wygodni (i dbają) więc w każdym miejscu biwakowym jest toaleta i woda.

Jest morze. W samym Sydney byliśmy na trzech najlepszych plażach surfingowych. Uczyłam się na Bondi Beach surfingu, potem dałam się podtopić i skotłować na Marubrze.

Plaże są zatłoczone, ale wszystko jest takie zorganizowane. Wiesz gdzie można się kąpać. Ratownicy wodni to jest poważana i odpowiedzialna profesja. Każda plaże patrolują helikoptery itp. Tu jak się mówi, że trzeba wyjść z wody to wychodzą wszyscy. Nigdy nie wiadomo co właśnie morderczego się pojawiło, rekin, czy jakiś niebezpieczny prąd. Więc na plaży w mieście można czuć się bezpiecznie. Poza miastem nie wchodzi się do wody jak się nie wie do jakiej. Mają dużo wodospadów. Blisko Sydney mają także góry.

Jak komuś nie pasuje przyroda to zawsze może usiąść w mieście na kawie, zjeść coś, dostępna jest każda kuchnia jaką sobie wymarzysz, a już szczególnie azjatycka. Sushi jest w tej samej cenie co podły burger, więc pod tym względem jest raj.

Każdy powie ci “How are you?”, niby miłe. Moim zdaniem to takie “cześć”. Niektórzy twierdzą, że to zobowiazuje do sensownej odpowiedzi. No spoko. Nie zauważyłam, żeby odpowiadali coś innego niż “Fine”, “Good, good”, ale może jestem niespostrzegawcza. To w ogóle zajęło mi najwięcej czasu, żeby przyzwyczaić się, że na pytanie nie odpowiadasz w sumie nic sensownego.

Mają beznadziejny internet. Jest XXI wiek, a tu sprzedają 1,5 giga w promocji z drugim 1,5 w promo nocnym jako mega deal życia. 3GB! Z czego połowa tylko w nocy! Dla Polaka to są lata 90. 8GB to jest juz dla nich unlimited i trzeba zapłacić jak za złoto.

Opera na żywo naprawdę nie robi takiego wrażenia, tak samo most. Mają dobry marketing ;] A ten banan z Coffs Harbour, to ciężko nawet skomentować. No, ale cały świat chce mieć pod nim zdjęcie. To już wolę wielką krewetkę z jakiejś wiochy na trasie. Wielkiego ananasa z Brisbane nie zobaczyłam. Nie wiem czy teraz żałować, że mi atrakcja życia przeszła koło nosa?

Jest ciepło. To jest fajne. Trochę jak w lato w Polsce. Gdyby w PL była taka pogoda cały rok, też bylibyśmy pewnie sympatyczniejsi i bardziej aktywni. Tu jest naprawdę (dopóki słuchasz zakazów i nakazów na karteczkach) wakacyjny raj.

Poza miastami, są mniejsze miasteczka. Wszystkie są emeryckie. Australia to jeden wielki emerycki kurort dla Brytyjczyków, więc przed 50 nie masz co szukać poza dużym mastem.

No więc jak to jest z Australią? To raj na ziemi? Czy nie?

IMG_1951

Advertisements

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s