W stronę Australii

 

Przed chwilą przeniosłam się do Londynu, a już wyjeżdżam do Australii.

Taki był plan, ale chyba nie do końca wierzyłam, że się uda. Od ostatniej dłuższej podróży minęło już sporo czasu. Ponad dwa lata. Australia po raz pierwszy pojawiłą się podczas wyjazdu do Azji. Tamta podróż byłą spontaniczna, kompletnie nie zaplanowana, decyzję podjęliśmy miesiąc przed wyjazdem. Sama data wyjazdu, była podyktowana najszybciej dostępnym, w miarę tanim, biletem do Bangkoku.  Jedynym pewnym punktem był Wietnam, do którego wizę trzeba było wyrobić wcześniej. Miała trwać tak długo, aż skończą się pieniądze.

Z Azji do Australii jest blisko i tanio, a wtedy było wyjątkowo tanio. Tak tanio, że jak pomyśli się, że to koszt podróży z Warszawy nad morze, to aż szkoda z tej okazji nie skorzystać!. Gorzej kiedy policzy się życie na miejscu, wypożyczenie samochodu, jedzenie, wstępy do parków, na kempingi itp. Po podliczeniu okazało się, że 2 tyg w AU to 2 miesiące w Kambodży lub Indonezji. Australia została odłożona “na później”.

W czasie tych dwóch lat wyjeżdżałam oczywiście. Głównie na żagle. Udało mi się spełnić cel, który sobie wyznaczyłam właśnie w Azji. Zrobiłam patent sternika morskiego, więc jak tylko była okazja, wykorzystywałam ją, żeby pożeglować. Byłam kilka razy na we Włoszech, obie zaliczyłyśmy rejs do Norwegii. Która, nawiasem mówiąc, jest jednym z najpiękniejszych miejsc na ziemi jakie widziałam. Oczywiście nie widziałam dużo, ale gdybym miała ustalić swój prywatny ranking. To Norwegia jest na samym szczycie listy miejsc które mi się podobały najbardziej, za nią jest Polska, dalej długo, długo nic, i dopiero wszystkie te fajne, cieplutkie wakacyjne kierunki. Azja za to wygrywa jedzeniem. Jakbym go nie miała dosyć po trzech spędzonych tam miesiącach, to z perspektywy czasu muszę powiedzieć, że jest pyszne (o ile to nie jest najordynarniejszy street food w całkowicie tubelczej części miasta).

W najcieplejsze miesiące chciałam jak najwięcej wycisnąć z Polski, co weekend byłam nad zatoką Pucką lub na Mazurach. W zimniejsze zdarzały się przedłużone weekendy gdzieś w europejskich miastach. A z tyłu głowy wciąż była Australia. Pierwsza poważna przymiarka do wyjazdu to była chyba końcówka 2014 roku! Plan przewijał się prawie w każdej rozmowie o wyjeździe. Podobno jak się dużo mówi o planach, to trochę tak jakby je zrealizować, spada motywacja do realizacji. Tym bardziej, im więcej się o nich mówi. Ja o Australii mówiłam sporo. A ona ciągle się oddalała, z każdym wykorzystanym krótszym urlopem, zrealizowanymi innymi planami itp.

Kiedy już raz ruszy się z miejsca, każdy następny wyjazd przychodzi łatwiej

No więc jadę. W Australii prawie 2 miesiące. Kilka tygodni w samym Sydney, żeby trochę pożyć rytmem miasta.

Mówi się, że Australia to raj na ziemi. Przeczytałam mnóstwo relacji i blogów poróżniczych, słuchałam ludzi, którzy wyjechali tam na stałe, albo na kilka miesięcy, pouczyć się i popracować. Niemal każdy twierdzi, że Australię przebić może tylko Nowa Zelandia (następnym razem!). Sprawdzam!

Advertisements

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s