Koncertowy piątek czyli Parov Stelar na Torwarze

Nie jestem stałą bywalczynią koncertów, właściwie to był mój pierwszy koncert jednego wykonawcy. Wcześniej byłam chyba tylko na Orange Warsaw Festiwal, ale umówmy się to coś zupełnie innego, nie tylko pod względem miejsca – hala vs wolne powietrze, ale i pod względem ilości wykonawców i scen.

Parov Stelar zaczęłam słuchać dwa lata temu i od razu przypadł mi do gustu. Świetne bity założyciela zespołu, który jest jednym z najbardziej znanych austriackich DJ, rytmiczne dźwięki instrumentów dętych oraz interesujący głos wokalistki idealnie się ze sobą komponują. Piosenka All Night jest na mojej stałej playliście. Gdy tylko zobaczyłam, że 19 lutego występują w Warszawie od razu wiedziałam, że muszę tam pójść.

Koncert

Przed wejściem na Torwar poczekałam chwile na znajomych przed wejściem. Wiele ludzi kupowało i sprzedawało bilety na ostatnią chwilę. Był jeden ciekawy typ (na lekkim rauszu), który chciał kupić bilet za 10 zł głośno się przy tym chwaląc, że sprzeda go później za 20 zł – interes życia, nie ma co.

W środku usłyszałam dźwięki suportu. Był to zespół pochodzący z Bukaresztu – Golan. Powiem szczerze brzmieli całkiem ciekawie, od razu sprawdzaliśmy kto to jest. Zachęcam do posłuchania jednej z piosenek – Promisses. Wpada w ucho!

Punktualnie o 21.00 na ekranach za sceną zaczęły pojawiać się animacje, a następnie kolejno muzycy i charyzmatyczna wokalistka z zespołu Parov Stelar & Band. Zaczęli od znanych kawałków, później zagrali kilka nowych piosenek – niestety nie pamiętam tytułów. Praktycznie przez cały czas tańczyliśmy zastanawiając się jak można siedzieć na trybunach widząc jak ludzie na płycie się bawią. Przecież ta muzyka nosi. W sumie to tylko raz podnieśli się z krzeseł, ale to na prośbę wokalistki.

Całość, jak dla mnie, trwała zdecydowanie za krótko. Po godzinie zespół podziękował nam za obecność, ale po kilku minutach oklasków i nawoływań, wrócił i zafundował nam 30 minutowego bisa.

Jak było?

Myślałam, że po tym koncercie napisze list pochwalny, ale powiedzmy szczerze nie powalił mnie na łopatki. Wszystko było ok, ale nie było tego efektu WOW jaki miałam po Orange. Muzyka była świetna, towarzystwo również zacne, jednak czegoś mi w tym wszystkim zabrakło. Czego? Nie mam pojęcia, nie czułam, że to jest to miejsce i że chcę aby ta chwila trwała. Znajomi mówili, że zeszłoroczny koncert był dużo lepszy. Mimo wszystko, jeśli w przyszłym roku przyjadą, znów kupię bilet… dam im drugą szansę.

Poniżej kilka fotek z wydarzenia za które podziękowania dla Zbiega.

No i oczywiście link do wspomnianego wcześniej All night  i równie rytmicznego Booty Swing. Który utwór się bardziej podoba?

 

Advertisements

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s