Gdzie pójść na randkę? Kilka walentynkowych zestawów dla leniwych

Jutro walentynkowy weekend. A w praktyce walentynkowy tydzień. W UK to są walentynkowe dwa miesiące, zaczynające się zaraz po sylwestrze, a kończące się pewnie dopiero na Dzień Kobiet. Albo Wielkanoc. Już widziałam stosowne dekoracje, przeplatane walentynkowymi sercami. Nie ogarniam jeszcze tutejszych świąt. Na pewno każda okazja do świętowania i sprzedawania jest tu wykorzystana i wyciśnięta do ostatniej kropli więc może i komunistyczny Dzień Kobiet sobie przyswoili.

Ale wracając do Walentynek. Wybrać miejsce na randkę wcale nie jest łatwo. Magda swego czasu chodziła na nie dość często, na pewno ma więc więcej na ten temat do powiedzenia. Może rozwinie kategorię “gdzie nie zabierać dziewczyny na randkę”. Ale na pewno jest kilka miejsc, które mogą się sprawdzić.

Dobra randka, jak wiadomo, powinna zawierać i atrakcję, i kolację. Na początek mogę odradzić sieciówki. Do sieciówki można iść z kumplem/koleżanką po meczu i browarze. Jeśli ma być wyjątkowo, to lepiej iść w niecodzienne miejsce. I to generalnie nie dotyczy tylko Walentynek. Jak ma być fajnie to trzeba się wysilić. A jak się nie chce, nie umie, albo musi się potrenować romantyczność, bo dawno się jej nie używało, to mamy gotowe rozwiązania.

A więc.

“Dla aktywnych”
W pierwszej części randki zabieramy dziewczynę Hangaru 646. To park trampolin w Warszawie. Wadą jest to, że trzeba zaproszonego poinformować, że bedą sporty i że musi się wyposażyć w jakiś sprzęt typu koszulka na zmianę i szorty, ale zabawa jest świetna. Raczej odradzałabym w przypadku tych, którzy nie lubią się zmęczyć, a makijaż i paznokcie mają na szczycie listy priorytetów. Wersja light dla “dla aktywnych, ale nie za bardzo” zawiera wyjście na łyżwy, ale to trochę oklepane. Niemniej makijaż nie ucierpi, a on/ona mogą wdzięcznie udawać, że muszą się wesprzeć bo nie potrafią/są tacy nieporadni.

Po takiej aktywności dobrze coś zjeść. A więc knajpa. Na pewno nic z kategorii “ąę ciastko łyżką”, żadne białe obrusy i kieliszki czekające na stole. Może być coś dużego i naprawdę wypasionego. Burger będzie dobry. A jeśli klasyka jest za nudna, to ŚRD/PŁD. Dania spełniają oczekiwania mojego kumpla, który może pochłonąć autobus jedzenia i cysternę coli na jedno posiedzenie. Menu jest niestandardowe, sporo dziwnych połączeń. Atmosfera nieformalna. Wystrój słodki jak amerykańskie pankejki z posypką. Ale jednocześnie hipsterski jak surowy beton. Knajpa nowa i jeszcze nie bardzo oklepana. Miejsce jest dobrym wstępem do wyjścia dalej w miasto. Także lokalizacyjnie. No i są punkty do lansu, że nowe smaki pokażesz. Szaleją z połączeniami.

Wersja z dreszczykiem
Zanim zabierzesz tam wybranka/wybrankę upewnij się, że nie jest zbyt delikatny i nie zniesmacza go byle co. Zestaw ma dwie wersje.

Krótszą, ale straszną. Czyli Horror House (więcej tutaj). Zaletą jest to, że można się do siebie tulić, obronnie otaczać ramieniem itp., bo okoliczności sprzyjają. Po wyjściu jest o czym rozmawiać. Dobry wstęp do omówienia wszystkich horrorów, które widzieliście w życiu, a potem to już jakoś pójdzie.

Wersja dłuższa, ale spokojniejsza, to Escape Room. Jest przy tym dużo śmiechu, dużo rozkminiania. Nie warto zabierać kogoś, kto nie bardzo umie przegrywać, bo jak nie rozkmini jakiejś zagadki to cały wieczór stracony. A jak ty nie rozkminisz to już w ogóle. Dramat.  Z drugiej strony, to dobry test. Stracisz co najwyżej jeden wieczór. No i trzeba dobrze się ze sobą czuć, zeby spędzić godzinę sam na sam w małym pokoju. Jest o czym rozmawiać. Takich pokoi jest mnóstwo więc tematycznie do wyboru, do koloru. My byłyśmy w pokoju CIA, niestety bomba wybuchła i pokonani musieliśmy wyjść. Ale było blisko!

Potem można iść gdziekolwiek, ale pasować będzie Kraken. Są owoce morza, jest dobra muzyka, jest swobodna atmosfera. Jest wino, piwo i rum. Jest otwarte do późna. Bardzo niezobowiązujące, a czy będzie romantycznie, zależy tylko od Was. Obok jest Beirut, więc dla nielubiących owoców morza też znajdzie się coś dobrego. Ja zawsze wychodzę w dobrym nastroju. Miejsce po prostu ma dobrą energię. Więc jeśli nie chodzicie tam co tydzień, to jest naprawdę dobre miejsce. Można sobie głęboko patrzeć w oczy, albo nawet bezwstydnie przykleić się do siebie i nikogo nie będzie to oburzać, ani nawet specjalnie interesować.

Kolejna propozycja to coś dla delikatnych, wrażliwych i romantycznych
Na początek atrakcja, czyli “Niewidzialna wystawa”. Nie spocisz się, nie przestraszysz, ale dostarcza naprawdę dużo wrażeń. Mi dostarczyło na pewno. Daje do myślenia. A jednocześnie wszystko jest podane w sposób nieckliwy, niełzawy, przewodnicy to bardzo konkretni ludzie. Można zadać mnóstwo pytań. Jest okazja żeby wspomóc się drugą osobą. Nie ma opcji żebyście na siebie nie wpadli przypadkiem jakieś milion razy. Albo zupełnie nieprzypadkiem. Co kto woli. Pobudza zmysły. Niekoniecznie w sposób erotyczno-romantyczny, ale na pewno zaskakuje i dostarcza zupełnie innych doznań. Jeśli ona/on jest wrażliwy to idealnie. Jak nie jest to i tak działa. Więcej o randce na Niewidzialnej Wystawie pisała Magda tutaj.

Po wystawie dobrze pójść, w trochę wyciszone miejsce. Będzie miło, będą lampeczki. Dalej będzie romatycznie, ale bez przesady. Będzie miejsce, żeby pogadać i będzie pyszne jedzenie.

Pierwsze miejsce to Sofra. Jest blisko, można dojść na piechotę w 10 minut. Jedzenie jest rewelacyjne. Sama knajpa jest naprawdę ładna. Łatwo znaleźć odosobnione miejsce dla dwóch osób. Czekoladowy deser był niesamowity. Same pozytywy. Jest niezobowiązująco, przytulnie i łatwo się zasiedzieć.

Drugie miejsce, bardzo podobne, to Boska Praga. Na Pradze oczywiście. Też łatwo tam się dostać z wystawy. Wystarczy wsiąść w metro i pojechać do Wileńskiego, 5 minut spacerku i już jesteście na miejscu. Jedzenie jest fantastyczne. Jadłam kaczkę, burgera i tatara. I przepyszny cytrynowy sernik. Nawet jeśli okaże się, że randka jest średniwa to przynajmniej jedzenie będzie rewelacyjne. No i samo miejsce ma świetny, loftowy klimat.

Wersja relaksacyjna i bezpruderyjna dla odważnych
Odwaga (lub pewna wzajemna swoboda) przyda się, kiedy będzie trzeba ściągnąć gacie przed wejściem do strefy nagości.

Mowa oczywiście o saunie. Ze względu na jakość saun w Warszawie rekomenduję ten wariant raczej Ślązakom. Najlepsze sauny w jakich byłam są w Katowicach, albo obok. A naj, najlepsza to Pałac Saturna w Czeladzi. Kiedyś oglądałam program o tym jak okoliczni mieszkańcy narzekają, że widza golasy z okien. Afera na całą Polskę. To właśnie tam. Miejsce super kulturalne, rozległe, z masą różnych saun. Nigdy nie było zatłoczone, są masaże, drinki itp. Saunamistrzowie są pro, a goście wiedzą jak się saunuje. Temperatura i wilgotność w zasadzie w każdym wariancie. Jest gdzie odpocząć, jest basen do ochłody, jest kameralna studnia. Mój saunowy nr 1.

Tak na poważnie to jeśli nie jesteś ze swoją “randką” w związku, to odpuść sauny i idź na jakiś koncert, do teatru czy coś. Albo od razu przejdź do następnego punktu spotkania – knajpy.

A po saunach?

Skoro już jesteśmy w Katowicach lub okolicach to oczywiście Sakura sushi. Sushiman, na którego zwykle trafialiśmy to czarodziej. Lepszego sushi nie jadłam, a on przyrządza je jakby to był balet. Nawet nie wiesz kiedy, a już przed tobą stoi, dokładnie takie jak chcesz. Sushimistrz ma, nie wiadomo kiedy, uprzątnięte miejsce pracy i już czeka na Twoje następne zamówienie. Nie ma sensu patrzeć w kartę. Chyba, że potrzebuje się inspiracji. Wystarczy, że powiesz co lubisz i dostaniesz to co ci będzie smakowało. Ja polecam tatara w tempurze i wege maki z rzepą lub grzybami. Albo mieszane… Chyba pojadę do Kato tylko po to, żeby pójść na sushi. Acha! I koniecznie, ale to koniecznie usiądźcie przy barze.

Sushi jednak to dyskusyjna sprawa. Nie każdy lubi. Niby można jeść z pieczoną rybą i w tempurze, ale niektórzy mają nieracjonalny stosunek do sushi. Że ryby, i robaki, i w ogóle… No więc drugą opcją, tuż obok, jest Hurry Curry. Piszą u siebie na stronie, że ich sekret to jakośc i oryginalne receptury. Ma być zdrowiej, lepiej i ciekawiej. Oraz “bezkompromisowo autentycznie”. Zwykle to jest bullshit. McDonald też jest “z najlepszej jakości….”. Ale tu tak właśnie jest. Na pewno, to co serwują, smakuje autentycznie, a przy tym oryginalnie. Azjatyckiego jedzenia jadłam naprawdę dużo podczas kilkumiesięcznego pobytu w Azji i to jest doskonałe.

Na tym skończę. Kulinarnie Katowicami jestem zachwycona i na pewno napiszę o kilku tamtych knajpach większego posta/posty.

Dla tych, co się nie chcą od razu przed sobą rozbierać, mogę jeszcze polecić kopalnię Guido. Mi się podobało, ale jestem z Mazowsza więc mogę się nie znać ;]

W Warszawie można pójść na Warszawiankę, ale szczyt romantyzmu to nie jest, lub do Ruskiej Bani (nie byłam, ale wygląda bardziej pro, Magda od siebie poleca jeszcze Sante, też nie byłam, więc czekam na jej recenzję). A na Sushi, na Moliera. Jest też dobrze, ale to jednak nie Pałac Saturna i zdecydowanie nie Sakura.

Na koniec krótka instrukcja czego nie robić na randce

  1. Nie zapraszać na piwo z Żabki i na kocyk na Pola Mokotowskie, szczególnie jak jest zimno. To naprawdę nie działa (więcej tutaj). Omijać jadłodajnie z żarciem jak dla zawodnika sumo i żłopiącymi piwo z litrowych kufli, ziomami przy stoliku obok. Chyba, że ona/on naprawdę lubi takie miejsca i ty to wiesz. Albo, że masz inny mocny argument.
  2. Nie zabierać jej do lokalu w którym wiesz, że jest telewizor (a akurat są mecze/wyścigi/coś tam!), wybierając strategicznie miejscówkę naprzeciwko ekranu. Z nadzieją, że ona siedzi tyłem to nie załapie, że patrzysz ponad nią, a nie na nią. No chyba, że chcesz, żeby to była ostatnia randka, albo pierwszy z wielu fochów.
  3. Nie zabieraj jego/jej tam gdzie bywacie codziennie. A najlepiej zabierz w zupełnie nowe miejsce. Przecież o to chodzi, żeby pokazać coś nowego. I żeby było wyjątkowo. Więc o ile nie jest to knajpka w której ostatnio byliście jak 10 lat temu ci się oświadczył/poznaliście się itp., to wybierz nowe miejsce.
  4. Zostaw samochód. Raz na jakiś czas można sobie pozwolić na taksę, a kieliszek wina wypity we dwójkę jest znacznie fajniejszy niż kieliszek wina wypijany do szklanki wody.
  5. Nie idź na żywioł, latanie od knajpy do knajpy w szpilkach i kiecce jest wkurzające (żeby nie powiedzieć dosadniej). W ogóle latanie od knajpy do knajpy, żeby wylądować w czeskiej piwiarni, bo tylko tam było miejsce, jest wkurzające. Więc zrób rezerwację.
  6. Zrób też rezerwację na pozostałe atrakcje. Akcje typu “miałem/miałam świetny pomysł, ale już nie miejsc, to innym razem, eeee, nie ma problemu, prawda?, to chodźmy do kina, ojej miejsce tylko w pierwszym rzędzie, yyyy dobra niech będzie” są słabe i niepotrzebne. To przechodzi owszem, ale jak zapraszającym jest 13 latek, a on/ona się cieszy, że w ogóle ktoś zaprosił.
Advertisements

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s