Gdzie na jednodniową wycieczkę poza Londyn?

Angielskie ogródki to jest ważna sprawa. Musi być ważna, skoro przed każdym domkiem jest jakiś, choćby mikroskopijny. Podobno są przepiękne. Nie wiem, przepięknego nie widziałam. Może dlatego, że jest zima. Teraz przypominają bardziej osobiste, przydomowe śmietniki. Nie wiem, czy to kwestia dzielnicy, czy Brytyjczycy na zimę tracą serce do swoich kwiatków, czy im się po prostu w Londynie odechciewa, bo zasuwają od rana do nocy, a ten ogródek mijają rano – jak jest ciemno, i wieczorem – jak jest ciemno.

Urody nie dodaje im to, że większość wystawiona jest na ruchliwe ulice, a zza futki wylewają się resztki wczorajszego obiadu. U niektórych widać, że zapał był, niemal wszędzie stoją doniczki i jakieś półeczki na których może, kiedyś coś zakwitnie. Na razie kwitnie głownie mech i grzyb.

No więc wniosek nasuwa się taki, że Brytyjczycy nie bardzo potrafią swoje ogródki ogarnąć nawet jak mają dwa metry kwadratowe. Ale Królowa potrafi!

Gdzie można spotkać Królową

Byliśmy w Windsor Great Park. To jest ogród. Wielki i piękny, ma jezioro, wodospad, rzymskie ruiny, ogród z roślinami z całego świata. Mają też park jeleni, ale 4 mile dalej (tak to wciąż ten sam park). Jeśli będzie się iść dostatecznie długo, dojdzie się do samego Windsoru, będącego jednym z niewielu zamieszkanych i używanych zamków tej wielkości.

W katalogach miasteczko Windsor wygląda nudnawo i dość przeciętnie, ale podobno zamek powala na kolana, a po parku z rana przejażdżki konne odbywa królowa i można ją tam spotkać. Tak, tak. Można wpaść sobie w parku na królową.

Niestety wydaje mi się, że to bullshit dla turystów, a katalog w którym pierwszy raz to napisano, ma jakieś 50 lat i może wtedy jeszcze jeździła i można było ją zobaczyć. Ale póki nie umrze, legenda będzie powtarzana żądnym widoku królowej poddanym (i turystom). A obstawiam, że nawet później. Wiecie jak jest, stare królewskie ziemie, a królową WCIĄŻ można spotkać jak jeździ rankiem po parku… Zamek bez ducha to nie jest zamek.

Taka dygresja

Poza tym wszystko wygląda wszędzie tak samo. Okoliczna architektura to styl, który mi wydaje się wiktoriańsko podobny (czyli te małe blokokamienicobudyneczki z cegły), w Ascot są tylko większe i droższe. Polak nad takim domem by się nie pochylił nawet. On w swoim systemie gospodarczym buduje większe i bardziej funkcjonalne. Ostatnio, słyszałam opowieść o tym, jak to był ktoś goszczony, we wcale niemałym, brytyjskim domu. Domek na wsi taki przestronny, rodzinny, 40m2 z tarasem. Nie wiem czy komuś się niechcący zgubiło jedno zero w tym metrażu, czy to był taki żart…

Podobno w Ascot żyją Rolling Stones i “inni sławni ludzie” (za moim doskonałym przewodnikiem), a domy kosztują więcej niż w Londynie. O co nie tak łatwo, bo w Londynie są tak drogie, że ciężko znaleźć odpowiednie i cenzuralne słowo, na ten stosunek metrażu i jakości, do ceny.

Sevill Garden

Niemniej Windsor Great Park i ogród, jest wart obejrzenia. W zimie do najpiękniejszej ogrodowej części wstęp jest za darmo. I mimo, że nie ma jeszcze kwiatów, to i tak robi ogromne wrażenie.

Jest ogromny, pełen rzeczek, jeziorek, ukrytych mniejszych ogródków, roślin z całego świata. Zaprojektowany przez Sir Erica Savill w 1930 zawiera las, dywany kwiatów, ogrody tematyczne np. skandynawski (obłędnie w nim pachnie, nawet zimą), Nowej Zelandii, czy bardziej tradycyjne, jak różany. Widać, że królowa na kwiatkach i ogrodnikach nie oszczędza, i że warto będzie zapłacić te kilka funtów, żeby zobaczyć jak ogród wygląda w lecie.

Dodatkową atrakcją jest nowy budynek, zaprojektowany przez Glenn Howells Architects. Otwarty w 2006 roku. Jasny, przestronny, można coś zjeść, czasem są wystawy. Ale przede wszystkim jest sklepik z pamiątkami i gadżetami. Sklepik wiele mówi o Brytyjczykach. Np.: po literaturze w nim dostępnej, można zauważyć, że powszechnym hobby jest hodowla kur i kogutów, a także owiec. Da się zauważyć także, że Brytyjczycy bardzo lubią malutkie kaktusiki. Można zakupić tam mnóstwo rodzajów. Kaktusiki (są naprawdę maleńkie), można kupić też w mojej ulubionej kawiarni, a w kilku innych miejscach były ozdobą stołu np. w burgerowni. Cieszą się ogromną popularnością i podczas naszej konsumpcji jednego ciastka, kilka się sprzedało.

Londyńskie ogródki

Wracając do byrtyjskich ogródków. Internet jest pełen porad, stron, konkursów, jak pielęgnowac swój ogródek. W każdym Tesco, Co-opie, czy innym sklepie osiedlowym leżą worki z ziemią i masa nasion i cebulek. Więc wygląda na to, że popyt jest, i wolny rynek na tą sławną, brytyjską pasję ogródkową reaguje. Czekam więc aż rozkwitną na wiosnę.

Nasze mieszkanie też ma takowy. Jest też w nim stos doniczek i gustowna ogrodowa półeczka. Do tej pory nie udawało mi się utrzymać nic poza kaktusami przy życiu, więc widzę tu duży potencjał.

12407441_172372569800249_1062801023_n

 

12501917_1498509130457479_798943354_n.jpg

12677667_433593046830199_10049250_n

IMG_1226


Advertisements

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s