Snowboard, czyli mój sposób na polubienie zimy

Wcześniej nie lubiłam zimy. Pomimo, że mieszkałam na Śląsku, gdzie góry i białe szaleństwo były na wyciągnięcie ręki, nie pałałam uczuciem do tej pory roku. Zdecydowanie bardziej wolałam lato – kąpiele w pobliskich stawach, krótkie spodenki, wycieczki rowerowe ze znajomymi, impreza urodzinowa przy basenie – z utęsknieniem czekałam aż nastąpi. Ale do czasu…

Początek zajawki

Właściwie to nie pamiętam dlaczego z moją przyjaciółką postanowiłyśmy nauczyć się jeździć na desce. Zupełnie nie wiem od czego się to zaczęło. Wiem jednak, że od czasu studiów nie wyobrażam sobie roku bez wyjazdu i śmigania na tzw. parapecie.

Pamiętam jak trudne były początki – stłuczony tyłek, siniaki na kolanach. Z każdego wyjazdu, choć z kilkudniowymi fioletowymi pamiątkami, wracałyśmy szczęśliwe i to nie tylko z powodu postępów jakie robiłyśmy, ale i z poznania nowych ciekawych ludzi. Jednym z najbardziej zabawnych zdarzeń z tamtych czasów było wjeżdżanie na “oślą łączkę” orczykiem (na dużym stoku też był orczyk, wiec stwierdziłam, że na pierwszy raz będzie lepiej jak wybiorę mniej wymagający stok) w pozycji na supermana. Po drugim upadku Pan z obsługi nie zatrzymał wyciągu, a ja nie puściłam talerzyka, w wyniku tego przez kilka metrów orczyk ciągnął mnie w górę. Wszystko byłoby ok, gdyby nie śmiech wszystkich zgromadzonych się wokół dzieciaków… Teraz już bez problemu wjadę orczykiem na samą górę, jednak wolę stoki z wyciągami krzesełkowymi.

Zdecydowanie nie chciałabym ponownie uczyć się jeździć, tak sobie myślę, że jeśli musiałabym wrócić do tamtego okresu na pewno wzięłabym na kilka godzin instruktora i nie unosiła się ambicją próbując nauczyć się na własną rękę.

Fun

Jazda na snowboardzie daje mi niesamowite poczucie wolności, jeśli chcę mogę zjeżdżać “na krechę”, jeśli mam ochotę się powygłupiać próbuję swoich sił w snowparku. Pamiętam moje pierwsze lekcje skoków – byłam na delegacji służbowej w Szklarskiej Porębie. Prace nad projektem kończyliśmy po godzinie 17, a ja zamiast spacerów wybierałam się na wieczorne zjeżdżanie. Poznałam tam pewnego chłopaka, który również przyjechał sam na stok i zaproponował wspólną jazdę. To on nauczył mnie skoków z rotacją 180 stopni oraz ollie. Miał dość ciekawy system motywacji: “Jak dobrze skoczysz, to opowiem Ci kawał”. Do hotelu wracałam z bolącym od śmiechu brzuchem.

Ta dowolność – szybki zjazd lub zabawa, najbardziej podoba mi się w tym sporcie. Miałam okazję spróbować nart ale to nie dla mnie – zdecydowanie wolę mieć nogi razem.

Przenosząc się do Warszawy wiedziałam, że nie zrezygnuję ze swojego hobby. W zeszłym roku pojeździłam nawet więcej, niż w tych latach, kiedy mieszkałam jakieś 50 km od Wisły. Byliśmy ze znajomymi we Włoszech oraz często robiłam wypady na wieczorne zjazdy odwiedzając znajomych i rodzinę.

Nie wiedziałam wtedy jeszcze, że zaledwie 160 km od stolicy można znaleźć całkiem fajne miejsce żeby poszaleć.

Szwajcaria Bałtowska

W zeszłą sobotę wybrałam się tam ze znajomymi. Warunki iście wiosenne, słońce, plus 5 stopni. Wjeżdżając wyciągiem na, sztucznie naśnieżony, stok mogliśmy podziwiać zwierzęta, z znajdującego się obok Bałtowskiego Zwierzyńca, pasące się na zielonej trawce. Trochę komicznie to wyglądało. Stok był dla mnie za krótki, ale obok znajdował się całkiem spory snowpark. Ponieważ większość z ekipy uczyła się zjeżdżać, początkowo omijaliśmy  go z daleka. Jednak mi zaczynało się to trochę nudzić i namówiłam chłopaków do odwiedzenia go. Ich mina kiedy im to proponowałam mówiła: “Chyba zwariowałaś! Nie ma opcji!”.

Jak była ich mina po kilku udanych skokach?

“Jaaa, ja chce jeszcze raz!” Zupełnie zapomnieli, że to właściwie ich początki. Myślę, że skutecznie złapali zajawkę i powoli zaczną przerzucać się z nart na deskę. Świadczyło o tym też to, że przy każdym zjeździe na normalnym stoku wypatrywali jakiejś muldy żeby się chociaż odrobinę się wybić i podskoczyć.

Ten wypad zaliczam do jednego z moich ulubionych. Bawiliśmy się świetnie, z naszych twarzy nie znikał uśmiech. Teraz jak sobie to wspominam, słyszę te głosy “oooo mulda!” Chyba nikt z obecnych tak nie cieszył się z tego, że stok nie był już taki równy jak na początku.

Jesteście ciekawi jak tam było? Możecie się przekonać – zobaczcie film nakręcony przez kolegę z ekipy WhatToDo.

Advertisements

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s