Morsowanie, czyli “gorąca” kąpiel w przeręblu

Dwanaście osób, ale tylko dwoje odważnych! Kiedy padło hasło “morsowanie”, tylko ja z kumplem, zdecydowaliśmy się, w posylwestrowy poranek, na to, żeby zamiast ciepłego prysznica wskoczyć do mazurskiego jeziora.

Kiedy sobie przypominam swój początek roku i sylwestrowy wyjazd na Mazury, zadaje sobie pytanie: Czy trzeba dotrzymywać swoich deklaracji, szczególnie tych nie do końca przemyślanych? Odpowiedź jest prosta – zdecydowanie tak. Jeśli słysząc jakąś propozycję twój mózg krzyczy: “Tak! Zróbmy to!” nie ma co się zastanawiać. Jeśli coś na pierwszy rzut oka wydaje się dla ciebie idealne i masz możliwość spróbowania – trzeba to zrobić. Później można żałować, że nie wykorzystało się nadarzającej się okazji. Tak jak pisała Wisława Szymborska “Nic dwa razy się nie zdarza i nie zdarzy”.

Tak było z moją pierwszą kąpielą w przeręblu. Dojechaliśmy, do znajomych, do Marksewa – małej wioski pod Szczytnem. Pierwszej nocy zadeklarowałam się, że wejdę następnego dnia do jeziora. Było minus 16 stopni. Tak jak powiedziałam, tak też zrobiłam. Patrzyłam jak kolega rąbie przerębel i sprawdza głębokość – wydawało mi się to takie nierealne. Do ostatniej chwili miałam wątpliwości, ale ściągnęłam ciepłą kurtkę, i w samym kostiumie stanęłam bosymi stopami na lodzie. To uczucie, kiedy twoje, prawie nagie, ciało owiewa mroźny wiatr, twoje palce z każdym krokiem kostnieją coraz bardziej, kiedy zdajesz sobie sprawę, że już za chwilę zrobisz coś czego do tej pory nie doświadczyłeś – nie zapomnę tego nigdy.

Było mi strasznie zimno!  Znajomi coś do mnie wołali, ale nie słyszałam tego co mówią. Weszłam do lodowatej wody i zaczęłam krzyczeć z radości. To było mega pozytywne przeżycie. Woda miała około 4 stopni.

Kiedyś na samą myśl o tym przechodziły mnie dreszcze, ale okazało się, że sama kąpiel byłą znacznie przyjemniejsza niż droga prowadząca do niej. Po wyjściu szybko otuliłam się ręcznikiem, zapozowałam do kilku pamiątkowych fotek i w pośpiechu zaczęłam się ubierać. Na rozgrzanie dostałam kubek gorącego wina z goździkami.

Powtórka

Drugi raz morsowałam, w większej grupie, nad jeziorem Zegrzyńskim. To było coś zupełnie innego. Początkowo myślałam, że to wydarzenie tylko dla znajomych znajomych, jednak po dotarciu na miejsce okazało się, że podłączymy się do doświadczonego Klubu Morsowego z Radzymina. To oni męczyli się z piłą mechaniczną nad wykrojeniem sporego przerębla w kształcie serca. Po wspólnej rozgrzewce w grupach, wchodziliśmy po kolei do wody (wszyscy nie zmieścilibyśmy się w jednym czasie).   Atmosfera byłą mega pozytywna, niektórzy przygotowali się wcześniej i wskakiwali do przerębla ubrani w hawajskie girlandy z kwiatów. Całość obserwowała całkiem spora liczba osób, przeskakująca z nogi na nogę aby się rozgrzać.

Ja po wejściu do wody i odczekaniu chwilę poczułam to, o czym wspominał mi kolega za pierwszym razem – musisz poczekać, aż poczujesz się tak jakby twoja skóra pod wpływem zimna miała się rozerwać. Brzmi to strasznie jednak w rzeczywistości, choć bardzo dziwne, to przyjemne odczucie. Polecam!

Afterparty

Gdzie najlepiej wybrać się po takiej kąpieli? Idealnym miejscem jest oczywiście sauna. Zmarznięci, ale pełni energii po morsowaniu, pojechaliśmy wygrzać się do sauny w Ząbkach. Nie tylko my mieliśmy  taki pomysł na zimowy wieczór. Pomimo tłumów i ciągłego sprawdzania czy w saunie obok zwolniło się miejsce, wyjście tam było idealnym zakończeniem dla dnia spędzonego w przeręblu. Jak na morsów przystało każde wyjście z parnej sauny kończyło się wizytą na dworze i robieniem orzełków na śniegu. Taka naprzemienna zamiana temperatury doskonale poprawia samopoczucie.

Kim jest mors?

Jak podaje Wikipedia: “Mors” to potoczne określenie osoby uprawiającej zimowe kąpiele w lodowatej wodzie odkrytych zbiorników wodnych. Celem tych kąpieli jest utrzymanie ogólnej dobrej sprawności ciała i zdrowia, oraz dostosowanie organizmu do chłodnej pory roku.

Czy ja jestem morsem?

Myślę, że na to za szybko, żeby się tak tytułować. Mogę się pochwalić dopiero dwoma kąpielami. Do stwierdzenia, że uprawiam zimowe kąpiele sporo brakuje. Pisząc to przypomina mi się jedna z porad dotycząca rozmów rekrutacyjnych i weryfikacji informacji na CV: jeśli piszesz, że uprawiasz sporty wymieniając kolejne dyscypliny, rekruter może zadać pytanie kiedy ostatni raz grałeś… nie możesz powiedzieć, że ostatni raz 3 tygodnie, a wcześniej miałeś pół roku przerwy bo np. nie znalazłeś czasu, znajomi się wykruszyli. Jeśli nazywasz się graczem musi być w tym jakaś systematyczność, myślę, że z morsowaniem jest podobnie.

Czy będzie trzeci raz?

Oczywiście, że tak! Nie wiem kiedy, ale na pewno chcę to powtórzyć. W tym roku zrobiłam coś, na co wcześniej na pewno bym się nie zdecydowała. Dało mi to ogromny zastrzyk energii i dlatego bardzo chcę znów poczuć ten dreszczyk emocji i wyjść poza swoją strefę komfortu.

12471242_10208788391329806_1420884394_o12510411_10205487210042877_6045637616450640001_n12509859_10205487209122854_5773859566918159321_n12471352_10208792185784665_1675154877169007238_o

Advertisements

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s