Bardzo dietetyczny sernik

Magda opisała swoje ciasto marchewkowe. Czas na mój sernik.

Nie gotuję dużo. Brakuje mi cierpliwości. Pewnej pięknej soboty postanowiłam jednak coś upiec. Moja Babcia, tak jak Magdy Babcia, piecze przepyszne ciasta. Jej sernik jest genialny. GENIALNY. Od jakiś 25 lat obiecuję sobie, że nauczę się, jak go się robi. Na szczęście nigdy nie musiałam stawiać przed nią żadnego ciasta i żadne faux pas mi się nie zdarzyło. Skutecznie go unikałam, poprzestając na konsumpcji, dostarczanie ciast pozostawiając innym.

Pieczenia we krwi na pewno też nie mam. Moja Mama kiedyś robiła piernik. Lub coś podobnego. Trudno było to zidentyfikować. Przypiekła ciasto na węgiel. Co prawda, jako wytrawny konsument spróbowałam i doceniłam spopielony potencjał, ale niestety musiałam przyznać, że próba była spalona. O ile pamiętam, to było pierwsze i ostatnie podejście.

Lepiej szło mojemu Tacie. Całkiem lubię zakalce.

Mimo braku doświadczenia i, biorąc pod uwagę historię rodzinnego pieczenia, także predyzpozycji, zabrałam się jednak do pracy.

Sprawdziłam przepis w internecie, wpisując oczywiście “najprostszy sernik”, “sernik bez mąki i bez cukru” itp. Znalazłam tyle przepisów, że przeczytałam z każdego tylko kawałek, wyeliminowałam składniki których nie lubię, postanowiłam dodać jeszcze banana, który sprawdza się zamiast cukru w owsiance i ciasteczkach owsianych (to akurat mi wychodzi) i poszłam na zakupy.

Lista składników nie była długa:

      • ser
      • masło
      • ksylitol
      • jajka
      • kasza manna
      • budyń

Po powrocie do domu przystąpiłam do przygotowywania ciasta. Niestety okazało się, że oczywiście nie mam ksylitolu, cukru, ani nawet bananów. Nie kupiłam też masła, a olej z przyprawami nie wydawał się dobrym zamiennikiem. Zapomniałam też o kaszy mannej i budyniu, a mąki nie miałam.

Niezrażona tymi drobnymi brakami wymieszałam ser (taki z wiaderka więc w sumie już trochę słodki) z jajkami. Ciasto wyglądało trochę biednie, więc pomyślałam, że może pomogą tu jakieś owoce. Jedyne co znalazłam to rodzynki i mrożone wiśnie. Na pierwszy rzut oka pasują, prawda? Dodałam. Nastawiłam piekarnik na wskazaną w przepisie temperaturę. Pozostawiłam na odpowiedni czas. Nastawiłam również timer w trosce o to, żeby się nie spalił i oddałam się innym rozrywkom.

Po godzinie wyłączyłam piekarnik i dałam sernikowi trochę odpocząć.

Wyobraźcie sobie moje zaskoczenie po wyciągnieciu ciasta. Nie wiem jak to możliwe, ale okazało się, że wyszedł całkiem dobry… biały ser z wiśniami.

No cóż.

Dwa tygodnie później postanowiłam zrobić drugie podejście. Nauczona wcześniejszym doświadczeniem kupiłam budyń, dodałam banany i trochę miodu, żeby był słodszy, odrobinę oliwy. Białko nawet spieniłam dla puszystości, ominełam mrożone owoce. Czyli tak blisko przepisu jak to możliwe. Podałam. I co usłyszałam? “No dobry, ale ten poprzedni chyba był lepszy…”!

foto by Esther Merbt

Advertisements

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s